Kontrast:
Rozmiar czcionki:
Odstępy:
  • TAB - Kolejny element
  • SHIFT + TAB - Poprzedni element
  • SHIFT + ALT + F - Wyszukiwarka
  • SHIFT + ALT + H - Strona główna
  • SHIFT + ALT + M - Zawartość strony
  • SHIFT + ALT + 1 do 3 - Wybór menu
  • ESC - Anulowanie podpowiedzi

Przemierzając głuchołaski szlak "Złotych Górników"

 

Brak opisu obrazka

1 dzień

Brak opisu obrazka

2:50h

Brak opisu obrazka

6,5 km

 

Zwiedzając miejsca związane z eksploatacją złota w najbliższej okolicy Głuchołaz, przejdziemy pętlą żółtego szlaku turystycznego, nazywanego szlakiem "Złotych Górników". Ten blisko trzygodzinny spacer najlepiej rozpocząć w Zdroju tuż przy fontannie "Amorek".

To właśnie tutaj wyrobiska górnicze rozciągały się do rzeki i znajdujących się aż kilometr dalej murów średniowiecznego miasta. Chociaż większość śladów wyrobisk uległa zatarciu w czasie rozbudowy miasta, budowy linii kolejowej i innych prac ziemnych, to właśnie w tym miejscu wejdziemy na teren dawnej eksploatacji złota. W wydanym w 1775 roku dziele niemieckiego historyka Volkelta "Zbiór wiadomości o śląskich kopalniach" można przeczytać, że w XVI wieku z murów obronnych Głuchołaz widoczne były stojące jeden za drugim żurawie szybów górniczych. Dzisiaj w skład zachowanych śladów eksploatacji złota wchodzą: szyby, działki górnicze, hałdy nadkładu i przepłukanego urobku, relikty płuczek oraz sztolnie górnicze.

Brak opisu obrazka

Aby lepiej zobaczyć miejsca pracy głuchołaskich górników złota, należy przejść się alejką wchodzącą w dolinę Potoku Zdrojowego, nazywanego też Zdrojnikiem. Dostrzeżemy ją przechodząc pod wiaduktem 130-letniej linii kolejowej Głuchołazy-Hanušovice. Dzisiaj dolina jest po części zasypana, uporządkowana i zagospodarowana. Między innymi wybudowano w niej basen kąpielowy, stworzono Park Zdrojowy i liczne ścieżki spacerowe. Na jej południowych obrzeżach wyraźnie widoczne są ślady robót górniczych. Znajdujące się po drugiej stronie potoku liczne pagórki poprzecinane wąwozami i jarami to nic innego, jak hałdy górnicze, pozostałe o setkach ton wybranego i przepłukanego w tym miejscu przez górników urobku. Zawierają one tysiące metrów sześciennych gliny, żwiru, kamieni i piasku, które zalegały  nad warstwą złotonośną. Ich wysokość sięga obecnie od sześciu  do siedmiu metrów, chociaż pierwotnie była znacznie większa. Zmagazynowany w nich materiał stanowi jedynie drobną część zdjętego nadkładu i przepłukanej warstwy złotonośnej. Pozostała część wrzucona została do wody lub zasypano nią wykopane szyby. Hałdy szczególnie dobrze widoczne są od późnej jesieni do wczesnej wiosny, kiedy drzewa i krzewy swymi liśćmi nie przysłaniają terenu. Kolejne obiekty powstałe podczas funkcjonowania w tym miejscu uzdrowiska Bad Ziegenhals, to między innymi dawne sanatorium "Sanitas", obecnie Zakład Opiekuńczo-Leczniczy.

Przyrodniczą ciekawostką tego obiektu jest rosnący przed budynkiem kasztan jadalny, którego owoce każdej jesieni zbierane są przez kuracjuszy. Powyżej dawnego basenu znajdujemy się w dalszym ciągu nad doliną Zdrojnika. Pomimo zakończonego zagospodarowania doliny,  w tym miejscu wyrobiska górnicze pozostają w bardziej pierwotnym stanie niż w Parku Zdrojowym. Tuż za ogrodzeniem dawnego basenu, w bliskiej odległości od źródełka "Viktorii", znajdujemy się nad brzegiem wartkiego potoku. Niektórzy z geologów uważają, że właśnie tutaj, szczególnie po powodzi z 1997 roku, w jego zakolach możemy najszybciej znaleźć milimetrowej wielkości drobiny złota. Tutaj, w tak zwanych "kołnierzach" czyli wewnętrznych zakolach potoku, woda traci swą wartkość. To właśnie w tym miejscu jej nurt wyrzuca niesiony z gór piasek wraz z drobinami złota, a także innymi minerałami. Najczęściej są to granaty, które cięższe od reszty piasku i kamieni, osiadają na dnie i są zamulane. 

Dalej, za Górnym Stawem, trasa wiedzie wzdłuż muru Szpitala nr 2. Skręcając za nim w lewo, mijamy obiekty dawnego pensjonatu "Waldesruh", należące do hrabiego Franza Ballestrem. Dzisiaj ich właścicielem jest fundacja Benevolens.

Pokonując niewielkie wzniesienie, wychodzimy z doliny Zdrojnika. Jeśli zejdziemy ze ścieżki i wejdziemy głębiej w las, z pewnością natkniemy się na pozostałości szybów górniczych. My jednak udamy się dalej, gdzie ślady te są jeszcze lepiej widoczne. Wychodząc na chwilę z lasu, za budynkiem dawnej "Harcówki", podziwiać możemy wspaniałą panoramę Gór Opawskich z jej najwyższym szczytem Kopą Biskupią (890 m n.p.m.) oraz położonym już w Czechach Příčným vrchem (975 m n.p.m.), którego wnętrze gęsto poryte jest licznymi górniczymi korytarzami. Nas jednak najbardziej powinny zainteresować znajdujące się na pierwszym planie pola rolnicze, pod którymi w drugiej połowie XVI wieku wykopano blisko sześciokilometrową, tak zwaną "Sztolnię Trzech Króli". W czasie tych robót odkryto największe samorodki złota w całej historii tutejszego zagłębia.

Brak opisu obrazka

Po około pięćdziesięciu metrach, po ponownym wejściu do lasu, przechodzimy przez Zdrojnik i wchodzimy na teren doliny Sarniego Potoku. Wprawdzie jest ona rozległa, ale zachowała się w niemal pierwotnym stanie, zbliżonym do tego, w jakim pozostawili ją przed kilkuset laty głuchołascy górnicy. Chcąc dokładniej wyobrazić sobie wygląd tych średniowiecznych kopalni, musimy z obrazu tego wymazać niemal wszystkie rosnące w tym miejscu drzewa. Wykorzystywano je do prac górniczych, między innymi: szalowania, wzmacniania i konstrukcji szybów. Złoto wydobywano tutaj dwoma sposobami: odkrywkowym oraz dużo bardziej rozpowszechnionym systemem szybowym. Do dzisiaj na tym terenie zachowało się blisko osiemdziesiąt szybów górniczych, w tym największy o średnicy 10 i głębokości 4 metrów. Każdy z tych szybów, przypominający swym wyglądem leje po bombach, składał się z trzech części: przyziemia, widocznego do tej pory, oraz tak zwanej gardzieli i komory, obecnie zasypanych. Szyby te różnią się jedynie wymiarami. Wynika to z ich głębokości i techniki wydobywania urobku: ręcznego bądź przy pomocy żurawia czy kołowrotu. Urządzenia te instalowano jedynie przy szybach większych rozmiarów. Przy mniejszych, do sześciu metrów głębokości, urobek podawano ręcznie.

Brak opisu obrazka

W Głuchołazach przy największych szybach najczęściej wykorzystywany był solidny, usadowiony w ziemi żuraw, oparty na slupie o średnicy około 20 centymetrów. Przy jednym szybie pracowało nie więcej niż trzech górników, ale tylko jeden z nich przebywał na dole, czyli w komorze. Pozostali zajmowali się jedynie wydobyciem urobku, jego wyrzucaniem lub transportem do płuczek. Wymiary szybów, w tym ich pierwszej części - przyziemia, wynikały głównie z ich głębokości i związane były z potrzebą dostarczenia do komory odpowiedniej ilości światła i powietrza. Ogólna zasada była taka, że im głębszy był szyb, tym większą średnicę musiało mieć przyziemie. Większość szybów otoczona była dochodzącym do pół metra wałem. Wykonany był on głównie z gliny i otoczaków wykopanych z przyziemia. Miał za zadanie zabezpieczać szyb przed spływającą wodą deszczową oraz chronić górników przed wpadnięciem do środka. Przy przejściu przyziemia w gardziel najczęściej instalowano drewniany stopień, który służył obsłudze do podawania lub wyciągania wiadra z urobkiem. Średnica gardzieli musiała być wystarczająca do przejścia przez nią górnika z kubłem. Ze względu na ograniczone możliwości wykorzystania siły kopacza, wydrążenie gardzieli było najtrudniejszym etapem wykopania całego szybu. Trzecia część szybu - komora - prawie w całości znajdowała się w warstwie złotonośnej. Jej średnica wynosiła od 5 do 5,5 metra, wysokość natomiast od 30 centymetrów przy krawędziach do 185 w miejscu połączenia komory z gardzielą. Zdarzało się, że niektóre z komór sąsiadujących ze sobą szybów stykały się. Nie stanowiło to jednak zasady i nie miało większego znaczenia dla eksploatacji warstwy złotonośnej. Z jednej komory można było wydobyć teoretycznie około dwudziestu sześciu metrów sześciennych urobku przeznaczonego do płukania. Do dzisiaj znajduje się tutaj kilkanaście metrów sześciennych urobku. Wiele zabrała woda w płuczkach, sporo zmył deszcz.

Brak opisu obrazka

Na Sarnim Potoku zachowała się także kamienno-ziemna tama, która służyła do spiętrzania wody do wysokości dwóch metrów. Długość tamy wynosi piętnaście metrów, wysokość od zewnątrz trzy, a szerokość u podstawy pięć metrów. Pierwotnie tama była bardziej okazała i znacznie wyższa. Powierzchnia powstałego dzięki niej zbiornika wodnego wynosiła około 600 m2. Służył on przede wszystkim do utrzymywania w okresie letnim odpowiedniego ciągu strugi wody w płuczkach. Budowa zbiornika najprawdopodobniej przypadła na początek eksploatacji złota w tym rejonie. Ponad pięćsetletnia tama należy do jednego z najstarszych zabytków hydrotechnicznych w Polsce. Wychodząc z doliny Sarniego Potoku skręcamy w prawo, zmierzając do niebieskiego szlaku turystycznego i kolejnych stacji Drogi Krzyżowej. Po 250 metrach stromym podejściem udajemy się w stronę szczytu Przedniej Kopy, gdzie również prowadzone były roboty górnicze. Miały one jednak głównie charakter rozpoznawczy, szczególnie w pobliżu dzisiejszej wieży widokowej, Wiszących Skał i kaplicy Św. Anny. Żółty szlak biegnący ze szczytu w kierunku zachodnim ponownie przecina niebieski, a następnie tak zwaną Górną i Dolną Drogę Świńską. Zaprowadzi on nas prosto do promenady nad Białą Głuchołaską. Tutaj znajdziemy się na trzecim już terenie eksploatacyjnym, gdzie najpierw będziemy mogli oglądać względnie dobrze zachowane elementy górniczych płuczek. Są to niewielkie cieki wodne spływające niemal prostopadle do rzeki. Dzisiaj, niewyróżniające się niczym szczególnym urządzenia kamienne, służyły za tamy i progi wodne oraz podkłady pod drewniane pochylnie. Koryta strumieni mają tu łagodnie łamane ciągi, które są sztucznie wykonane przez górników w celu uzyskania w ich zakolach podwyższonej koncentracji piasku, a jednocześnie znajdującego się w nim złota. 

Po około stu metrach, idąc ścieżką w dół rzeki, po prawej stronie zauważymy bardzo charakterystyczną sylwetkę buka, którego trzy konary wyrastają z jednego pnia. Drzewo to wskazuje miejsce wydrążenia pierwszej sztolni górniczej. Jednak ze względu na to, że sztolnia położona jest tuż nad lustrem wody, a niemal pionowe zbocze uniemożliwia zejście, to najlepiej i najbezpieczniej będzie można zobaczyć wejście do niej, przechodząc pobliskim mostem na drugą stronę rzeki. Idąc dalej w dół rzeki dojdziemy do czwartego już głuchołaskiego zagłębia złota. W miejscu tym utworzono rezerwat geologiczno-przyrodniczy "Nad Białką". Tutaj również znajdziemy ślady robót górniczych podobne do tych na Sarnim Potoku. Bardzo dobrze widoczne są również liczne pozostałości szybów, działek i hałd górniczych. Zbliżając się do ulicy Andersa, po lewej stronie będziemy mijać wał usypany z ziemi zalegającej nad warstwami złotonośnymi. Miał on za zadanie chronić miejsca pracy górników przed zalaniem wodami przepływającej w pobliżu rzeki. Szerokość mającego blisko 300 metrów długości wału, u podstawy dochodziła do 15 metrów, a wysokość osiągała pięć metrów. Kiedy w 1460 roku olbrzymia powódź zniszczyła miasto, wał nie tylko uratował działki górnicze, ale równocześnie woda otuliła go blisko półtorametrową warstwą namulisk, dodatkowo zabezpieczając go w ten właśnie sposób. Tego typu sytuacja powtarzała się przy każdej większej powodzi. 

Wychodząc na drogę asfaltową znajdziemy się w jedynym miejscu, gdzie - za zbiornikami głuchołaskich "Wodociągów" - roboty górnicze prowadzone były również na zachodnim brzegu Białej Głuchołaskiej. Idąc dalej wyremontowaną trasą, biegnącą podnóżem Przedniej Kopy, po lewej stronie ponownie mijamy obiekty dawnego uzdrowiska. Tym razem są to "Czerwony Kozioł i "Skowronek".

Na wysokości nieczynnej restauracji "Chatka Myśliwska" znajduje się kolejna sztolnia. Nosi ona nazwę "Groty Cygańskiej". Ze względu na żyjące w niej liczne gatunki nietoperzy jest dokładnie zakratowana. Dalej wchodzimy na Dolną Promenadę, noszącą oficjalną nazwę Alejki ks. Ludwika Skowronka. Najpierw mijamy najpopularniejsze w Głuchołazach źródełko "Żegnalce", a zaraz za nim mamy "Sztolnię Bialską", nazywaną też "Sztolnią Góralską". Jej właściwy korytarz, prowadzący w głąb góry, jest obecnie zasypany. Pod koniec XIX wieku sztolnia została przekuta, aby uatrakcyjnić trasę spacerową dla głuchołaskich kuracjuszy. Z przejścia korzystamy również dzisiaj. Trzy znane sztolnie w masywie Góry Parkowej są częściowo zasypane i zamulone. Ich eksploracja w związku z tym jest mocno utrudniona. Pierwsza, a w zasadzie druga z nich (o pierwszej wspominaliśmy wyżej) Sztolnia Cygańska, jest spośród nich najdłuższa i ma 64,5 m długości i zmienną wysokość od jednego do czterech metrów. Na przestrzeni od 10 do 55,5 metra od otworu wejściowego dno sztolni zalane jest wodą o głębokości dochodzącej do jednego metra. Sztolnia ma dwa mniejsze odgałęzienia (do dwóch metrów długości) i jeden boczny korytarz o długości 4,3 metra. We wszystkich sztolniach, w ich głębi, a zwłaszcza na samym przodku, zachowały się w skale liczne odbicia i wyręby powstałe w wyniku uderzeń kilofa. Wszystkie sztolnie zlokalizowane są w łupkach kwarcytowo-łuszczykowych. W skałach nietypowych dla całego masywu Gór Opawskich, który w większości zbudowany jest z piaskowców i łupków dolno karbońskich, występuje specyficzny mikroklimat przypominający ten w naturalnych jaskiniach. Szczególnie interesujący jest fakt utrzymywania się w nich w okresie zimowym stosunkowo wysokich temperatur do + 9 °C. Tak dzieje się zwłaszcza w najwyższych partiach stropu, gdzie tworzą się "kieszenie" ciepłego powietrza. Inną godną uwagi kwestią jest istnienie kontaktu zbiorników wodnych z podziemnymi ciekami. Oznacza to, że wszystkie zbiorniki wody w wymienionych sztolniach nie są miejscem zalegania wód pochodzących z opadów powierzchniowych, a zasilane są przez system podziemnych źródeł. Wszystkie te warunki abiotyczne umożliwiają bytowanie interesujących gatunków bezkręgowców i kręgowców. Przede wszystkim stanowią znakomite siedlisko dla wielu gatunków nietoperzy. W 1985 roku właśnie tutaj stwierdzono, po raz pierwszy po wojnie, występowanie na Śląsku rzadkiego gatunku – podkowca małego (Rhinolophus hipposideros). Według kategorii Czerwonej Księgi gatunek ten w Europie zaliczony został do najbardziej zagrożonych wymarciem. W Polsce podkowiec mały należy do gatunków będących na granicy zaniku. Jego liczebność szacuje się na nie więcej niż tysiąc osobników. Oprócz niego w głuchołaskich sztolniach występują również trzy inne, bardziej popularne gatunki: nocek Natterera (Myotis nattwreri), nocek rudy (Myotis daubentonii) i gacek brunatny (Plecotus auritus). Dla ich ochrony sztolnia została specjalnie okratowana. W partiach przyotworowych sztolni występuje salamandra plamista, płaz będący również pod ścisłą ochroną. Zapada ona w tak zwane odrętwienie zimowe w temperaturze 2-4 °C. Niezamarzające głuchołaskie sztolnie są idealnym miejscem do jej zimowego snu. W wyniku badań faunistycznych, prowadzonych w tych sztolniach, złowiono 1786 bezkręgowców. Do najciekawszych należy Studniczek, skorupiak należący do rzędu obunogów. Zasiedla on wody podziemne, w związku z czym jest całkiem pozbawiony oczu i pigmentu. W Polsce znany jest z kilku stanowisk w Karpatach i Sudetach.

Idąc dalej Dolną Promenadą, dojdziemy do kolejowego wiaduktu, za którym, dochodząc do placu Amorek, zamkniemy pętle naszego spaceru szlakiem "Złotych Górników". 

Wersja XML